milosc dawanie branie

Jezus, przebywając w jakimś miejscu, modlił się, a kiedy skończył, rzekł jeden z uczniów do Niego: "Panie, naucz nas modlić się, tak jak i Jan nauczył swoich uczniów". A On rzekł do nich: "Kiedy będziecie się modlić, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto przeciw nam zawini; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie" (Łk 11, 1-4).

* * *

Czytając dzisiejszą Ewangelię chciałbym postawić pytanie i Tobie i sobie: czy kiedykolwiek ktoś podszedł do Ciebie i pytał Cię jak się modlisz i prosił o to, byś mu pomógł nauczyć się modlić? W moim przypadku sytuacja jest łatwiejsza: jestem osobą duchowną, wykształconą, za mną lata formacji. Ponadto czasem można mnie zobaczyć w sutannie, czasem przy ołtarzu, kilka lat temu zapuściłem brodę. Wyglądam chyba mądrze i w jakiś sposób duchowo. Tak sobie przynajmniej myślę, że dla niektórych to mogą być jakieś zewnętrzne argumenty, żeby mnie prosić o naukę modlitwy. Rzeczywiście przez lata pracy w domu rekolekcyjnym uczyłem i innych i uczyłem się sam modlitwy. Mam nadzieję, że osoby, które do mnie przychodziły upatrując we mnie nauczyciela modlitwy nie robiły tego z powodu zewnętrznego wrażenia wywieranego przez moją osobę.

Gdy myślę o uczniach, którzy przychodzą do Jezusa i proszą: naucz nas się modlić, zapewne widzą w Jezusie kogoś, kto ma żywą relację z Bogiem. Widzą coś, czego nie ma nikt inny. Dziś jest dobra okazja dla każdego z nas, aby na rachunku sumienia postawić sobie pytanie: czy dla mnie osobiście modlitwa jest czymś ważnym, czy jest tylko jakimś ciężarem, czymś do odhaczenia na długiej liście spraw do załatwienia? I czy praktyka modlitwy odbija się na mojej twarzy, moich gestach, słowach, w moim sercu?

I jeszcze jedno. Pośród moich rozlicznych zaangażowań wiele czasu poświęcam na dbanie o kościół w wymiarze zewnętrznym, materialnym. Wywołuje to wiele troski we mnie, a także napięcia. Wielką ulgę przynoszą mi słowa z modlitwy Ojcze nasz: "chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj". Uświadamiają mi bowiem, że Bóg wie czego mi potrzeba i że zna moje troski. Bo czyż jedną z najważniejszych trosk człowieka nie jest troska o pokarm? A skoro Bóg się troszy o ten pokarm dla mnie zarówno materialny jak i duchowy, to przecież także troszczy się o moje pozostałe sprawy. Pokrywa się to z prostą definicją miłości: Bóg troszczy się o mnie, a ja troszczę się o Niego. Chyba to właśnie miał na myśli św. Ignacy Loyola, gdy mówił, że "Miłość polega na obopólnym udzielaniu sobie, a mianowicie na tym, aby miłujący dawał i udzielał umiłowanemu to, co sam posiada, albo coś z tego, co jest w jego posiadaniu lub w jego mocy" (CD 231).

Cytat

Każda chwila może stać się maleńką furtką,
przez którą wejdzie Mesjasz.

Pewien Żydowski Filozof

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Możesz w każdej chwili zrezygnować z subskrypcji pisząc na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Administratorem twoich danych jest o. Dariusz Michalski SJ. Więcej informacji dotyczących sposobu i zakresu przetwarzania twoich danych możesz uzyskać tutaj

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Gościmy

Odwiedza nas 106 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem