Kolejny raz zaskakujesz mnie, Panie, swoją bezgraniczną miłością. Przyglądam się Tobie, Twojej dobroci. Uświadamiam ją sobie w odniesieniu właśnie do mnie, do mojego grzechu, mojej słabości, mojego błądzenia po omacku. Ilekroć bowiem chcę coś zrobić samemu, bez Ciebie, tylekroć upadam, oddalam się od Ciebie, nie osiągam celu swojego działania. Zamiast być lepiej jest gorzej. Zamiast być bliżej Ciebie, oddalam się. Ty jednak nie tak patrzysz na mnie. Nie ma w Tobie cienia potępienia, oskarżenia, złości czy gniewu. Jak trudno mi w to uwierzyć.

Dobrze wiesz, że nie można żyć bez marzeń i bez radości. Ale wiesz równie dobrze, że czasem pojawiają się marzenia i radości, które po pewnym czasie przestają nimi być. Okazują się być fałszywymi radościami i marzeniami. Może stawiasz już sobie pytanie: Jak odróżnić jedne od drugich? Też stawiam sobie to pytanie. Z pomocą przychodzi Ewangelia. Zastanowiło mnie to, co ktoś powiedział o przypowieści o bogaczu i biedaku Łazarzu, który leżał u wejścia do posesji bogacza, a psy przychodziły i lizały jego rany. Bogacz nie był zainteresowany biedakiem. Jego interesowało to, by codziennie dobrze się bawić. Otóż ktoś powiedział, że ta Ewangelia traktuje o spełnionych marzeniach. Pamiętamy: po śmierci bogacz trafia do piekła. A czymże w swej istocie jest to piekło? Jest spełnieniem ziemskich marzeń bogacza: chciał być daleko od innych, nie chciał widzieć w drugim człowieku swojego brata. Tak też się stało. Jego pragnienie zostało spełnione. Jest tak daleko od Łazarza, że jak mówi Ewangelia: między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać (Łk 16, 26).

Pewnego poranka mongolski wódz Dżyngis-chan wyruszył ze swą świtą na łowy. Rycerze wieźli strzały i łuki, a Dżyngis-chan trzymał na ramieniu swego ulubionego sokoła, który był lepszy i zwinniejszy od najszybszej strzały, ponieważ potrafił wzbić się ku niebu i zobaczyć to, czego nigdy nie ujrzy człowiek.

Jednak mimo starań niczego nie upolowano. Zniechęcony Dżyngis-chan zawrócił w stronę obozowiska. Nie chcąc wyładować złości na swych towarzyszach, odłączył się od grupy i jechał samotnie. Myśliwi spędzili w lesie więcej czasu, niż zamierzali, dlatego chan umierał ze zmęczenia i pragnienia. Upalne lato sprawiło, że powysychały strumyki i nigdzie nie można było znaleźć wody, aż tu nagle cud! Zobaczył przed sobą spływającą po kamieniach strużkę wody.

 

Zwracając się do młodych oficerów generał Dwight Eisenhower objaśniał, na czym polega sztuka przewodzenia, posługując się zwykłym sznurkiem. Każdemu wręczał kawałek, po czym mówił: „Pociągnijcie go, a pójdzie za wami, dokąd tylko chcecie. A teraz go popchnijcie - nigdzie nie zdołacie go skierować".
Potem, patrząc im prosto w oczy dodawał: „I tak samo jest z przewodzeniem ludziom".

Sztuka przywództwa, Anonim

Jezus powiedział do swoich uczniów: Słyszeliście, że powiedziano: "Oko za oko i ząb za ząb!" A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie (Mt 5,38-42).



* * *

 

MARYJA W KANIE GALILEJSKIEJ

(fragm. książki Wilfrida Stinissena OCD, Powiedz im o Maryi. Polecam jako czytanki majowe)

„Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej” (J 2,1). Ważne są słowa: „trzeciego dnia”. Przypominają nam one to, co wypowiadamy w wyznaniu naszej wiary: „I zmartwychwstał trzeciego dnia, jak oznajmia Pismo”. Dla Jana Ewangelisty wesele w Kanie wiąże się jakoś z misterium wielkanocnym. Na krzyżu Jezus oddaje życie za swój Kościół, zawierając nierozerwalne zaślubiny ze swą oblubienicą, zaślubiny, które ostatecznie zostają przypieczętowane w dzień Wielkiej Nocy. Tutaj, w Kanie Galilejskiej, owe wieczne zaślubiny w tajemniczy sposób już się urzeczywistniają. Później Jezus powie, że Królestwo niebieskie podobne jest do uczty weselnej (Mt 22,2). Ta uczta weselna jest celem, do którego tęsknimy. Jednak znów jest tak, że cel jest dany już tutaj, od samego początku. Nie można dążyć do celu, jeśli się nie miało jakiejś jego wizji. W opowiadaniu o weselu w Kanie otrzymujemy taką wizję, dany jest nam przebłysk tego, co nas kiedyś czeka.

+AMGD by Dariusz Michalski SJ. 2023
Wykonanie: Solmedia.pl

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem