Czy Kościół znajduje się w kryzysie?

Tony Martyris

Kryzys, który wydaje się być coraz bardziej widoczny w Kościele może zostać przezwyciężony przez przyznanie świeckim roli powołanych do posługiwania światu.

Kościół Katolicki przechodzi trudne czasy. Statystyki to potwierdzają. Duży spadek liczby osób praktykujących, zmniejszająca się liczba księży, osób wierzących i nowych powołań, zamykające się parafie i kościoły zamieniane nawet na nocne kluby! Dzieję się to przede wszystkim w krajach rozwiniętych, ale podobne tendencje zaczynają być widoczne także w krajach szybko rozwijających się. Inaczej dzieje się w nielicznych państwach, jak np. w Chinach i biedniejszych obszarach świata.

 

Z czym zwykłem wchodzić w relację z drugim człowiekiem? Z jakiego poziomu poczucia własnej wartości rozpoczynam spotkanie, rozmowę, wymianę zdań? Pewnie dla wielu osób zaskoczeniem może być samo odkrycie faktu, że w relację z drugimi wchodzimy właśnie z pewnego określonego poziomu swojej wartości, który rzadko kiedy sobie uświadamiamy.
Jeśli wchodzę w relacje z innymi z zaniżonym poczuciem wartości wtedy będę łapczywie poszukiwał jej u innych. Inni będą służyli mi do tego, aby poprawić moją wartość. Nie będę mógł sobie nawet wyobrazić takiej sytuacji, abym mógł normalnie funkcjonować bez innych. Będę MUSIAŁ mieć innych wokół mnie, abym mógł przeżyć. Chwile samotności czyli przebywania sam na sam ze sobą będą wtedy dla mnie strasznym doświadczeniem, bo gdzieś w głębi siebie będę czuł, że jest ze mną coś nie tak, że czegoś mi brakuje.

Najtrudniej w drodze na szczyt jest postawić pierwszy krok. Bardzo często rezygnujemy z wejścia na szczyt bo wyobrażamy sobie ile wysiłku będzie nas to kosztować. Niepotrzebnie. Naturą złego ducha jest nieustanne zniechęcenie nas i uświadamianie nam ile to trudów i wysiłków trzeba będzie podjąć zanim się dojdzie do celu. I rzeczywiście, kiedy skupiamy się na wyobrażaniu sobie wszystkich niedogodności, które trzeba pokonać w drodze na szczyt czujemy się tym tak bardzo przestraszeni, że nawet nie stawiamy pierwszego kroku. Nawet nie próbujemy. Od razu, z miejsca wiemy, że się nie uda. Że to wszystko nie ma sensu. Swoją drogą zachęcam Cię byś zwrócił uwagę na to, jak często te słowa padają z twoich ust.

Kiedy poddajemy się takiemu myśleniu, to czujemy się zniechęceni i zdołowani. Powaleni i przegrani bez bitwy. Oto strategia złego ducha – pokonać nas zanim jeszcze cokolwiek zrobimy. Jego metoda polega po prostu na tym, żeby nie dopuścić do pierwszego kroku w stronę szczytu. Rozumiesz?

Jakie wnioski płyną z tego? Załóżmy, że borykasz się z problemem modlitwy. Wiesz, że najlepiej na modlitwę poświęcić np. kwadrans czasu rano lub wieczorem. Może nawet ktoś już cię do tego zachęcał, byś podjął osobistą, regularną modlitwę mówiąc, że najlepiej poświęcić na nią 15, 20 lub 30 min. dziennie. Ale ty kiedy wstajesz rano, czujesz się taki śpiący, że mówisz sobie – nie, ten kwadrans to dla mnie za dużo. Nie dam rady. Widzisz? Dajesz się pokonać od razu, bez walki, bez bitwy. Dajesz się przekonać złemu duchowi.

Czemu więc nie spróbować trochę inaczej: Nie zarzucaj swojej modlitwy mówiąc sobie, że kwadrans to za dużo. Módl się po prostu tyle ile możesz! Niektórzy mistrzowie życia duchowego, którzy są realistami po prostu zachęcają do tego, żeby się modlić tyle, ile możesz. Możesz się modlić pięć minut dziennie? Módl się pięć minut dziennie. Tyle na początek wystarczy. Nic więcej nie trzeba! Miej odwagę uczynić pierwszy krok i nie martw się o to, co będzie dalej. Słyszysz? Nie martw się! Jezus mawiał nieustannie do swoich apostołów: nie lękajcie się! To samo mówi dziś do ciebie: nie lękaj się! Wykonaj po prostu pierwszy krok i nie myśl o tym, co będzie dalej. Skup się jedynie na pierwszym kroku. To wystarczy.

o

Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki (1 J 2, 15-17).

W zeszłym stuleciu ludzie zabili ok. 100 mln. ludzi - swoich braci i sióstr. Można sobie postawić pytanie: czy ja mam z tym coś wspólnego? Przecież mnie tam nie było, przecież nikogo nie zabiłem, nawet nie zraniłem. W jednej z piosenek usłyszałem kiedyś słowa o zabijaniu, które może się dziać za pomocą słów. Uświadamiam sobie, że kiedykolwiek czuję gniew, złość, nienawiść, kiedy odrzucam drugiego człowieka to tak, jakbym go zabijał. Drugi człowiek przestaje być moim bratem, siostrą, a staje się wrogiem, konkurentem, kimś kto mi zagraża, kto czyha na mnie, kto na pewno ma złą wolę względem mnie.

+AMGD by Dariusz Michalski SJ. 2021
Wykonanie: Solmedia.pl

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem