placz

Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, oblegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia (Łk 19,41-44).

* * *
Dzisiejsza Ewangelia pokazuje Jezusa w nietypowej sytuacji. Widzimy go w postawie płaczu nad Jerozolimą.


Pierwsza myśl, która przychodzi do mnie, gdy przyglądam się Jezusowi, który płacze, to przede wszystkim wdzięczność do Jezusa, że jest taki zwyczajny, taki ludzki. Że pozwala sobie na okazywanie słabości i pewnej bezradności. Nie usiłuje zachować dystansu i spokoju. Przeżywa i jest cały poruszony zatwardziałością mieszkańców Jerozolimy, którym głosił Dobrą Nowinę, a którzy nie chcą jej przyjąć.

Z drugiej strony narasta we mnie powaga i smutek, że człowiek własnym postępowaniem może doprowadzić Boga do płaczu. Powinienem raczej chyba powiedzieć, że własnym postępowaniem mogę doprowadzić Boga do płaczu – to bliższe prawdy, mojej prawdy. Tak! Jestem zdolny sprawić, aby Bóg płakał. Skoro mogę to uczynić, to mogę także sprawić, aby Bóg się uśmiechał tak, jak napisał to ks. Jan Twardowski: „Jeśli jest noc, musi być dzień, jeśli jest łza musi też być uśmiech". Jezus płacze bo jest świadom tego, że możemy stracić coś bardzo ważnego. On wie, że bez postawienia Bożego Słowa w centrum swojego życia zginiemy marnie. Że bez otwartości na Boże Słowo nie dowiemy się, kim jesteśmy, ani jak mamy żyć w pokoju, w szczęściu... Bez Bożego Słowa i zaufania do niego nie możemy stworzyć pięknego i szczęśliwego życia, a jedynie jego namiastki. A te wcześniej czy później runą raniąc nas samych i naszych bliźnich. Pewnie mamy już takie doświadczenie. Jezus zaprosił nas na te rekolekcje i dziś ukazuje nam siebie – płaczącego już nie nad Jerozolimą, ale nad moją wspólnotą, rodziną, miejscem pracy, nad moim miastem, moją wsią, nad moim pogubieniem.

Skoro wszyscy się zgadzamy, że modlitwa jest rozmową z Bogiem, to może warto zapytać się na półmetku tych rekolekcji – co ci powiedział Jezus? I co Ty z tym uczyniłeś? Puściłeś obok uszu jak mieszkańcy Jerozolimy, czy wziąłeś sobie do serca Jego słowa? Św. Jan Ewangelista mówi, że wszystko stało się przez Słowo, które było na początku. Skoro tak, to trzeba dopowiedzieć, że również nie może się stać nic dobrego bez udziału Słowa w naszym życiu. Jako chrześcijanie jesteśmy zaproszeni do osobistego nawrócenia czyli przywrócenia Słowu Bożemu pierwszego miejsca w naszym życiu i głoszenia światu swoim stylem życia, naszym świadectwem, naszymi gestami miłości, że Jezus jest obecny pośród nas, że żyje. A skoro dziś płacze nad światem, nad naszym zagubieniem, to znaczy, że Mu na nas bardzo zależy i daje nam znać, że może nas z naszego zagubienia wydźwignąć jeśli przyjmiemy Jego pomoc. On dziś udziela tobie i mnie wystarczającej łaski do przemiany naszego życia. Dziś liczy na to, że jeśli nie Jego słowa to chociaż Jego łzy w jakiś sposób przemówią do nas i poruszą nasze serca. Obudzą wrażliwość na drugiego człowieka, na prawdę, na wierność w podjętych zobowiązaniach, na wszelkie dobro które moglibyśmy zagubić pośród naszej codzienności.

Cytat

Brak miłości to jedyna przyczyna tego, dlaczego cierpimy.

Św. Juliana z Norwich

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Gościmy

Odwiedza nas 122 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem