Słowo, które Pan oznajmił Jeremiaszowi: Wstań i zejdź do domu garncarza; tam usłyszysz moje słowa. Zstąpiłem więc do domu garncarza, on zaś pracował właśnie przy kole. Jeżeli naczynie, które wyrabiał, uległo zniekształceniu, jak to się zdarza z gliną w ręku garncarza, wyrabiał z niego inne naczynie, jak tylko podobało się garncarzowi. Wtedy Pan skierował do mnie następujące słowo: Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? - wyrocznia Pana. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku (Jr 18,1-6).

* * *

Pewien wieśniak codziennie dostarczał do wioski wodę ze źródła w dwóch pękatych amforach, przytroczonych do grzbietu osła, kroczącego u jego boku. Z jednej z amfor, starej i pełnej pęknięć, podczas wędrówki wyciekała woda.
Druga, nowa i bez skazy, utrzymywała cała zawartość co do kropli. Stara, spękana amfora czuła się biedna i nieużyteczna, tym bardziej, że nowa nie przepuściła żadnej okazji, by podkreślać swoją doskonałość.
- „Ja nie tracę nawet kropeleczki wody!" - mówiła nowa amfora.
Pewnego ranka stara amfora zwierzyła się właścicielowi:
- Wiesz, jestem świadoma moich ograniczeń. Przeze mnie tracisz czas, trud i pieniądze. Kiedy dochodzimy do wioski, jestem w połowie pusta. Wybacz mi moją niedoskonałość i moje rany.
Następnego dnia, podczas wędrówki, właściciel zwrócił się do spękanej amfory, mówiąc:
- Popatrz na pobocze drogi.
- Jest przepiękne, pełne kwiatów.
- To dzięki tobie - odpowiedział właściciel.
-Jak to?! - zdziwiła się stara amfora.
- To ty każdego dnia podlewasz pobocze drogi. Kupiłem paczuszkę nasion kwiatów i posiałem je wzdłuż drogi, a ty, nie wiedząc o tym, niechcący podlewasz je każdego dnia!

Wiemy, że Bóg może interweniować w nasze życie. Mówi o tym wyraźnie Bóg do proroka Jeremiasza: „jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku". I zaraz wyobrażamy sobie tę interwencję na zasadzie buldożerów, które wjeżdżają na plac budowy, bo zbudowany dom nie spełnia norm budowlanych. Boimy się Boga, bo nosimy w sobie obraz Kogoś silnego, który potrafi złamać naszą wolę i uczynić z nami coś wbrew nam samym – zapewne w dużej mierze wpływają na to przeżycia z naszego dzieciństwa, gdy ktoś coś postanawiał czy robił wbrew naszej woli. Bóg jednak zapewnia nas w swoim słowie, że nie chce tak działać. Jest miłością, a miłość nie może działać na zasadzie przemocy, bo przestałaby być miłością. Lubię fragment z Pieśni nad Pieśniami, gdzie Ukochany mówi do ukochanej: „Nie budźcie jej dopóki sama nie zechce".

Wiemy, że jesteśmy jak popękane amfory z opowiadania Bruno Ferrero, albo jak naczynia w domu garncarza, które ulegają zniekształceniu. I zaraz myślimy: coś jest z nami nie w porządku. Jesteśmy do kitu, jesteśmy uszkodzeni, nie tacy, jak być powinniśmy. I albo ranimy siebie: bo wymagamy od siebie bezwzględnych zmian, które w tym momencie nas przekraczają, albo dajemy sobie spokój z jakimikolwiek zmianami i z rezygnacją machamy na siebie ręką. Wyobrażamy sobie, że Boża interwencja w naszym życiu, aby była skuteczna musi być co najmniej miażdżąca dla nas. Jeśli garncarz ma ulepić nowe naczynie, to musi zniszczyć stare i myślimy o potłuczeniu naczynia. Rzeczywiście takiego Boga, należałoby się bać.

Bóg zaś wiedząc o naszych obawach posyła do nas Jezusa, który niczego nie niszczy i nie tłucze. Przeciwnie: nie zdmuchuje tlącego się knota i nie łamie nadłamanej gałązki. Jest delikatny i subtelny. Zamiast tłuc i niszczyć daje siebie jako pokarm. Potrafi w największym grzeszniku dostrzec dobro. On zawsze nam wierzy, ufa – choć już tyle razy Go zawiedliśmy. Zawsze na nas czeka by nam odpuszczać grzechy. On nie działa przemocą i ludzką siłą, ale mocą miłości: z gliny naszego człowieczeństwa wyrabia w nas cierpliwie nowe naczynie – nowego człowieka. Kiedy mówimy: „Nie!", On czeka. Kiedy mówimy „Tak!" - kładzie na nas swe ręce z delikatnością i czułością i kształtuje nas na nowo – do miłości. Jest jak czuły garncarz. Jest jak pogodny wieśniak, który potrafi ucieszyć się nawet najbardziej popękaną amforą i znaleźć dla niej zajęcie, by mogła poczuć się potrzebna i kochana.

Cytat

Asceza nie prowadzi do świętości. Raczej jest wynikiem świętości. Co najwyżej może prowadzić do nerwicy.

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Gościmy

Odwiedza nas 59 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem