serce-jezusa

Aby zrozumieć i przyjąć to, co Bóg dziś przygotował każdemu z nas trzeba cofnąć się do początku czyli stanąć wraz z Janem i Matką Bożą pod krzyżem i spojrzeć na umierającego Jezusa. Na Jezusa, który woła donośnym głosem: „Ojcze w Twoje ręce powierzam mego ducha” i który po tych słowach kona. Trzeba nam spojrzeć na żołnierza, który po śmierci Jezusa zamiast łamać jego kości włócznią przebija Jego serce, z którego wypływa krew i woda.

Siostry i Bracia, dlaczego przywołuję ten obraz? Dlatego, że jest odpowiedzią Boga na dramat, który zapoczątkował człowiek jeszcze w Raju. Pamiętamy grzech Adama i Ewy polegający na wybraniu drogi do szczęścia poprzez odwrócenie się od Boga–Stwórcy,  Przyjaciela Pierwszych Rodziców. Poprzez grzech pychy i samowystarczalności, uwierzenia szatanowi, że Bóg jest naszym wrogiem, że trzeba o swoje szczęście zadbać samemu – idąc za tymi przekonaniami człowiek zerwał więź jedności, która do tej pory łączyła go ze Stwórcą. Żydzi tę więź nazywali słowem szalom – pokój. Mówi o tym  tytuł jednego z pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju: Stan pierwotnej harmonii i szczęścia. Widzimy w nim, jak Bóg przechadza się po ogrodzie Eden. Rozmawia swobodnie z Adamem i Ewą. Pierwsi rodzice są szczęśliwi. Bóg także. Tradycja żydowska mówi o tym, że stan pierwotnego szczęścia trwał tylko 6 godzin. I oto nagle człowiek odwraca się od Boga. Szukając czegoś więcej traci w jednej chwili całe swoje szczęście. Co tak naprawdę się wydarzyło? Została zerwana więź jedności między Bogiem a człowiekiem. Cała historia zbawienia, która toczy się dalej, toczy się w jednym kierunku: Bóg czyni wszystko, aby utraconą jedność ze Sobą nam przywrócić. Dokonuje się to właśnie na krzyżu. A dokładnie w sercu Jezusa. Jezus – Syn Boży umiera z jednej strony odepchnięty przez ludzi. Z drugiej strony jakby odrzucony przez Boga. Widać to wyraźnie w samym fizycznym miejscu śmierci. Po pierwsze jest to wysypisko odpadów kamiennych. Resztki z robót kamieniarskich w Jerozolimie wyrzucano właśnie na Golgocie. Wyrzucano to, co już do niczego się nie miało przydać. W tym momencie spełnia się proroctwo Księgi Psalmów: „Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym” (Ps 118:22). Po drugie ciało Jezusa na krzyżu jest zawieszone w jakiejś pustce: ani na ziemi, ani w niebie. Gdzieś pomiędzy. Jezus najwyraźniej jest odrzucony przez ludzi. Nie ma też żadnego znaku z nieba, że Bóg Ojciec o Nim pamięta. Straszna trwoga i duchowa walka jaką Jezus toczy ze sobą: „Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił?!”. A jednak ostatnimi słowami Jezusa jest donośne wołanie: „Ojcze w Twoje ręce powierzam mego Ducha”. Ta walka była walką o Ciebie i o mnie. O każdego z nas. W sercu, które czuje się z jednej strony odepchnięte i skrzywdzone przez ludzi, a z drugiej być może zapomniane przez Boga, w tym sercu Jezus na krzyżu w akcie czystej miłości i całkowitego poddania się woli Bożej przyciąga każdego z nas, przyciąga Ciebie i mnie, przyciąga nas grzeszników, a z drugiej strony czyni przystęp Bogu Ojcu. W tym biednym i zmaltretowanym sercu, które pozostaje czyste, gdyż z jednej strony odrzuca pokusę nienawiści wobec oprawców, a z drugiej strony pokusę zwątpienia w Boże prowadzenie i wsparcie, w tym czystym sercu pozwala, aby każdy z nas grzeszników spotkał się z Bogiem Ojcem. Tu w Jego sercu dokonuje się nasze pojednanie z Bogiem. Tu dokonuje się nasze zbawienie – powrót do Raju. Mówi o tym wyraźnie nauka Kościoła, która przypomina, że wszystkie sakramenty biorą początek z ofiary Jezusa na krzyżu. Z Jego serca.

Ta sama myśl niejako znajduje się w teologii wizerunku Najświętszego Serca Jezusa autorstwa Pompeo Batoniego inspirowanego wizjami św. Małgorzaty Marii Alacoque. W jednym z mistycznych widzeń św. Małgorzata widzi Chrystusa z pałającym miłością do ludzi Sercem w otwartej piersi. Następnie widzi jak Jezus bierze jej serce i wkłada je do swojego, po czym zwraca je wypełnione płomieniem miłości zaczerpniętym z Jego Serca. To inny opis tego, co dokonało się w Sercu Jezusa na krzyżu. Tam na krzyżu – w sercu Jezusa serce każdego z nas spotkało się z sercem Boga Ojca. Już tam na krzyżu otrzymaliśmy zdolność do tego, by móc powrócić do Ojca, odzyskać serce córki, serce syna. By stać się nowym stworzeniem czyli móc kochać bez przeszkód.

Kochani, zwróćmy uwagę, że właśnie o tej zdolności do kochania pomimo dotykających nas grzechów mówią dzisiejsze czytania: „Strzeż przeto poleceń, praw i nakazów, które ja tobie polecam dzisiaj pełnić” - to znaczy: jesteś zdolny do tego, aby kochać, aby zachowywać prawa i nakazy! To jest w Twojej mocy! I drugie czytanie: „Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować”. Bóg nie zachęca nas do czegoś, czego nie moglibyśmy wypełnić! Zobaczcie, że rozpacz, która wcześniej czy później dopada każdego z nas, tak właśnie każe nam myśleć: „Nie umiesz, nie potrafisz, to przekracza Twoje możliwości!”. Wiemy, że to nieprawda. Bóg nigdy nikogo nie odrzuca, gdy nie umiemy kochać. A jednak często tak właśnie myślimy!

Dziś Bóg wzywa nas ponownie do powierzenia się Jego miłości poprzez jeszcze jeden szczególny obraz: „Jezu, ufam Tobie!”. To samo serce, z którego wypływa krew i woda, ale jest to już serce Jezusa Zmartwychwstałego! Nie bójmy się powiedzieć: Zwycięskiego! Tego, w którym widać zwycięstwo Bożej Miłości nad naszym zwątpieniem, rozpaczą, surowością czy przywiązaniem do grzechu jakikolwiek by był. To drogowskaz dla Ciebie i dla mnie, abyśmy codziennie stając wobec rzeczy, które wydają się nie do przejścia mogli wyjść im naprzeciw z prostą modlitwą w sercu: „Jezu, ufam Tobie! Jezu, Ty się tym zajmij!”. Uchwyćmy się tych prostych słów, zaufajmy tak, jak umiemy. Zaufajmy mocy nieodwołalnej miłości Boga do nas, a będziemy mogli przejść przez najtrudniejsze doświadczenia życiowe tak, jak został przez nie przeprowadzony sam Jezus. Amen.

Uroczystość Najśw. Serce Jezusa – homilia

 

Aby zrozumieć i przyjąć to, co Bóg dziś przygotował każdemu z nas trzeba cofnąć się do początku czyli stanąć wraz z Janem i Matką Bożą pod krzyżem i spojrzeć na umierającego Jezusa. Na Jezusa, który woła donośnym głosem: „Ojcze w Twoje ręce powierzam mego ducha” i który po tych słowach kona. Trzeba nam spojrzeć na żołnierza, który po śmierci Jezusa zamiast łamać jego kości włócznią przebija Jego serce, z którego wypływa krew i woda.

Siostry i Bracia, dlaczego przywołuję ten obraz? Dlatego, że jest odpowiedzią Boga na dramat, który zapoczątkował człowiek jeszcze w Raju. Pamiętamy grzech Adama i Ewy polegający na wybraniu drogi do szczęścia poprzez odwrócenie się od Boga–Stwórcy, Przyjaciela Pierwszych Rodziców. Poprzez grzech pychy i samowystarczalności, uwierzenia szatanowi, że Bóg jest naszym wrogiem, że trzeba o swoje szczęście zadbać samemu – idąc za tymi przekonaniami człowiek zerwał więź jedności, która do tej pory łączyła go ze Stwórcą. Żydzi tę więź nazywali słowem szalom – pokój. Mówi o tym tytuł jednego z pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju: Stan pierwotnej harmonii i szczęścia. Widzimy w nim, jak Bóg przechadza się po ogrodzie Eden. Rozmawia swobodnie z Adamem i Ewą. Pierwsi rodzice są szczęśliwi. Bóg także. Tradycja żydowska mówi o tym, że stan pierwotnego szczęścia trwał tylko 6 godzin. I oto nagle człowiek odwraca się od Boga. Szukając czegoś więcej traci w jednej chwili całe swoje szczęście. Co tak naprawdę się wydarzyło? Została zerwana więź jedności między Bogiem a człowiekiem. Cała historia zbawienia, która toczy się dalej, toczy się w jednym kierunku: Bóg czyni wszystko, aby utraconą jedność ze Sobą nam przywrócić. Dokonuje się to właśnie na krzyżu. A dokładnie w sercu Jezusa. Jezus – Syn Boży umiera z jednej strony odepchnięty przez ludzi. Z drugiej strony jakby odrzucony przez Boga. Widać to wyraźnie w samym fizycznym miejscu śmierci. Po pierwsze jest to wysypisko odpadów kamiennych. Resztki z robót kamieniarskich w Jerozolimie wyrzucano właśnie na Golgocie. Wyrzucano to, co już do niczego się nie miało przydać. W tym momencie spełnia się proroctwo Księgi Psalmów: „Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym” (Ps 118:22). Po drugie ciało Jezusa na krzyżu jest zawieszone w jakiejś pustce: ani na ziemi, ani w niebie. Gdzieś pomiędzy. Jezus najwyraźniej jest odrzucony przez ludzi. Nie ma też żadnego znaku z nieba, że Bóg Ojciec o Nim pamięta. Straszna trwoga i duchowa walka jaką Jezus toczy ze sobą: „Boże mój Boże, czemuś mnie opuścił?!”. A jednak ostatnimi słowami Jezusa jest donośne wołanie: „Ojcze w Twoje ręce powierzam mego Ducha”. Ta walka była walką o Ciebie i o mnie. O każdego z nas. W sercu, które czuje się z jednej strony odepchnięte i skrzywdzone przez ludzi, a z drugiej być może zapomniane przez Boga, w tym sercu Jezus na krzyżu w akcie czystej miłości i całkowitego poddania się woli Bożej przyciąga każdego z nas, przyciąga Ciebie i mnie, przyciąga nas grzeszników, a z drugiej strony czyni przystęp Bogu Ojcu. W tym biednym i zmaltretowanym sercu, które pozostaje czyste, gdyż z jednej strony odrzuca pokusę nienawiści wobec oprawców, a z drugiej strony pokusę zwątpienia w Boże prowadzenie i wsparcie, w tym czystym sercu pozwala, aby każdy z nas grzeszników spotkał się z Bogiem Ojcem. Tu w Jego sercu dokonuje się nasze pojednanie z Bogiem. Tu dokonuje się nasze zbawienie – powrót do Raju. Mówi o tym wyraźnie nauka Kościoła, która przypomina, że wszystkie sakramenty biorą początek z ofiary Jezusa na krzyżu. Z Jego serca.

Ta sama myśl niejako znajduje się w teologii wizerunku Najświętszego Serca Jezusa autorstwa Pompeo Batoniego inspirowanego wizjami św. Małgorzaty Marii Alacoque. W jednym z mistycznych widzeń św. Małgorzata widzi Chrystusa z pałającym miłością do ludzi Sercem w otwartej piersi. Następnie widzi jak Jezus bierze jej serce i wkłada je do swojego, po czym zwraca je wypełnione płomieniem miłości zaczerpniętym z Jego Serca. To inny opis tego, co dokonało się w Sercu Jezusa na krzyżu. Tam na krzyżu – w sercu Jezusa serce każdego z nas spotkało się z sercem Boga Ojca. Już tam na krzyżu otrzymaliśmy zdolność do tego, by móc powrócić do Ojca, odzyskać serce córki, serce syna. By stać się nowym stworzeniem czyli móc kochać bez przeszkód.

Kochani, zwróćmy uwagę, że właśnie o tej zdolności do kochania pomimo dotykających nas grzechów mówią dzisiejsze czytania: „Strzeż przeto poleceń, praw i nakazów, które ja tobie polecam dzisiaj pełnić” - to znaczy: jesteś zdolny do tego, aby kochać, aby zachowywać prawa i nakazy! To jest w Twojej mocy! I drugie czytanie: „Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować”. Bóg nie zachęca nas do czegoś, czego nie moglibyśmy wypełnić! Zobaczcie, że rozpacz, która wcześniej czy później dopada każdego z nas, tak właśnie każe nam myśleć: „Nie umiesz, nie potrafisz, to przekracza Twoje możliwości!”. Wiemy, że to nieprawda. Bóg nigdy nikogo nie odrzuca, gdy nie umiemy kochać. A jednak często tak właśnie myślimy!

Dziś Bóg wzywa nas ponownie do powierzenia się Jego miłości poprzez jeszcze jeden szczególny obraz: „Jezu, ufam Tobie!”. To samo serce, z którego wypływa krew i woda, ale jest to już serce Jezusa Zmartwychwstałego! Nie bójmy się powiedzieć: Zwycięskiego! Tego, w którym widać zwycięstwo Bożej Miłości nad naszym zwątpieniem, rozpaczą, surowością czy przywiązaniem do grzechu jakikolwiek by był. To drogowskaz dla Ciebie i dla mnie, abyśmy codziennie stając wobec rzeczy, które wydają się nie do przejścia mogli wyjść im naprzeciw z prostą modlitwą w sercu: „Jezu, ufam Tobie! Jezu, Ty się tym zajmij!”. Uchwyćmy się tych prostych słów, zaufajmy tak, jak umiemy. Zaufajmy mocy nieodwołalnej miłości Boga do nas, a będziemy mogli przejść przez najtrudniejsze doświadczenia życiowe tak, jak został przez nie przeprowadzony sam Jezus. Amen.

Cytat

Gdy przestałem się modlić przestałem rozumieć Boga. Gdy przestałem odprawiać rachunek sumienia przestałem rozumieć siebie.

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Gościmy

Odwiedza nas 36 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem