W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11,25-30).

 

* * *

Codziennie w południe pewien młody człowiek zjawiał się przy drzwiach kościoła i po kilku minutach odchodził. Nosił kraciastą koszulę i podarte dżinsy, tak jak wszyscy chłopcy w jego wieku. Miał w ręku papierową torebkę z bułkami na obiad. Proboszcz, trochę nieufny zapytał go kiedyś, po co tu przychodzi. Wiadomo, że w obecnych czasach istnieją ludzie, którzy okradają również kościoły.

- Przychodzę pomodlić się - odpowiedział chłopak.

- Pomodlić się... Jak możesz modlić się tak szybko?

- Och... codziennie zjawiam się w tym kościele w południe i mówię tylko: "Jezu, przyszedł Jim", potem odchodzę. To maleńka modlitwa, ale jestem pewien, że On słucha.

W kilka dni później, w wyniku wypadku przy pracy, chłopak został przewieziony do szpitala z bardzo bolesnymi złamaniami. Umieszczono go w pokoju razem z innymi chorymi.

Jego przybycie zmieniło oddział. Po kilku dniach, jego pokój stał się miejscem spotkań pacjentów

z tego samego korytarza. Młodzi i starzy spotykali się przy jego łóżku, a on miał uśmiech i słowo otuchy dla każdego. Przyszedł odwiedzić go również proboszcz i w towarzystwie pielęgniarki stanął przy łóżku chłopaka.

- Powiedziano mi, że jesteś cały pokiereszowany, ale że pomimo to wszystkim dodajesz otuchy. Jak to robisz?.

- To dzięki Komuś, Kto przychodzi odwiedzić mnie w południe.

Pielęgniarka przerwała mu: - Tu nikt nie przychodzi w południe...

- O, tak! - odparł Jim - Przychodzi tu codziennie i stając w drzwiach mówi:

"Jim, to Ja, Jezus"- i odchodzi (Bruno Ferrero, Wizyta).

Czym jest wiara? Mówi się powszechnie, że to kwestia Bożej łaski i daru. Czy znaczy to, że tylko niektórzy są nią obdarowani? Trudno jest pogodzić wiarę w dobrego Boga z wiarą w Boga, który miałby udzielać łaski wiary jedynie wybranym, a innym jej odmawiać. Sam Bóg mówi o sobie, że deszcz pada na dobrych i na złych, słońce świeci i dla jednych i dla drugich. Bóg daje łaskę wiary wszystkim, nie tylko dobrym ludziom. Ale powiedzenie, że wiara to jedynie łaska jest ogromnym uproszczeniem, które... po prostu zwalnia nas z osobistego wysiłku i trudu.

Rozmawiałem niedawno z pewnym młodym, 21 letnim człowiekiem. Oświadczył mi bez żadnego poczucia wstydu czy skrępowania, że obecnie przeżywa kryzys wiary.

A więc masz problemy z wiarą? - zacząłem rozmowę, zresztą na wyraźną prośbę ojca tego młodzieńca, który sam przestał sobie z nim radzić i nie znajduje wspólnego z nim języka.

- Tak, mam problem z wiarą.

- I co w związku z tym? - pytam zaciekawiony.

- Wujku, odpowiada mój bratanek – po prostu mam problem z wiarą, chyba zwyczajnie przeżywam kryzys wiary.

- Ale czy robisz coś z tym?

- Nie, wujku, na razie nie. Może przyjdzie taki czas, że kiedyś się tym zajmę, ale teraz to nie.

Jezus mówi: Kto skąpo sieje, ten i skąpo zbierać będzie. Wiara w dobrego Boga nie jest czymś skomplikowanym. Owszem na drodze wiary będą pojawiać się najróżniejsze przeszkody np. doświadczenie złej relacji z rodzicami, która przeszkadza nam uwierzyć, że Bóg rzeczywiście może być naszym dobrym Ojcem. Ale wiara nie jest czymś co nas przekracza i czymś niemożliwym do praktykowania. Jest jednak czymś, co wymaga naszego wysiłku. Jim, bohater przytoczonego powyżej opowiadania przychodzi do Kościoła codzienne. To jest jego małe, proste ćwiczenie duchowe. Jest temu wierny. Codziennie. Nie przekracza to jego sił czy możliwości. Podobnie każdy z nas może znaleźć codziennie czas na to, na co chce go znaleźć. Pan Bóg dobrze wie, że często przegrywa z komputerem, z telewizorem, z książką, z plotkami, z zakupami i z wieloma innymi naszymi codziennymi zajęciami. A gdy dotyka nas kryzys wiary to wolimy powiedzieć, że to raczej kwestia łaski niż naszego skromnego, ale codziennego i konsekwentnego wysiłku. Kto skąpo sieje, ten i skąpo zbierać będzie.

I jeszcze jedno. Wiara to coś bardzo prostego. Tak bardzo prostego, że aż skomplikowanego. Wiara jest zarezerwowana dla ludzi prostego serca. Dla tych, którzy nie kombinują, nie szukają dróg na skróty, żeby mieć Boga, ale też się nie napracować. Każde dobro wymaga wysiłku, trudu, potu, cierpienia. To dzisiejsza kultura mediów (albo raczej antykultura) próbuje przekonać nas, że można mieć coś wartościowego za darmo. A z wartościami jest przecież tak, że możemy je urzeczywistniać, czynić realnymi w naszym życiu właśnie za cenę pracy wewnętrznej, zewnętrznej, trudu, wysiłku itd. Wartości wymagają nakładu pracy. I ta sama zasada odnosi się też do wiary. Wiara ma swoją cenę, którą trzeba zapłacić jeśli chcemy ją posiąść.

Jeśli więc czujesz, że brakuje ci wiary to wpierw zanim powiesz, że Bóg się na ciebie uparł, że o Tobie zapomniał, sprawdź czy wykonałeś pracę duchową, która do Ciebie należała, którą miałeś wykonać ty, a nie Bóg. A potem postaw sobie drugie pytanie: Czy jesteś człowiekiem prostego serca czyli serca świadomego, że wiara wymaga pracy i czy wogóle na taką logikę się zgadzasz?

Cytat

Czy Twoja obecność na ziemi przyczynia się do tego, że ludzkość dokonuje postępu, czy może robi krok wstecz?

Michael A. Adamase, Psychiatra Boga

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Gościmy

Odwiedza nas 30 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem