glosiciel

Pewien Eskimos z Grenlandii wziął udział w amerykańskiej wyprawie polarnej. W nagrodę za pomoc został zaproszony na parę dni do Nowego Jorku. Był zadziwiony wszystkimi niezwykłościami, które tam ujrzał i usłyszał. Po powrocie do rodzinnej wioski opowiadał o domach wznoszących się aż po samo niebo, o tramwajach – domach na szynach, w których mieszkają ludzie podczas ruchu – mówił o ogromnych mostach, sztucznym oświetleniu i innych cudach wielkiej metropolii.
Ludzie popatrzyli nań chłodno i odeszli. W wiosce przezywano go odtąd „Kłamcą" i musiał nosić to hańbiące miano aż do samej śmierci. Nikt już wtedy od dawna nie pamiętał, jak mu było naprawdę na imię.
Kiedy Knud Rasmussen, duński podróżnik, wyprawił się z Grenlandii na Alaskę, towarzyszył mu Eskimos imieniem Mitek, pochodzący z tejże wioski. Po zakończonej ekspedycji odwiedził on Kopenhagę i Nowy Jork, gdzie po raz pierwszy w życiu ujrzał wiele zadziwiających rzeczy, które wywarły na nim wielkie wrażenie. Gdy potem wrócił na Grenlandię, przypomniał sobie smutny los swojego poprzednika – „Kłamcy" i uznał, że nierozsądne byłoby opowiedzieć prawdę. Wobec tego mówił rzeczy, które jego słuchacze mogli pojąć i w ten sposób ocalił swoją reputację.
Opowiadał więc, że razem z doktorem Rasmussenem trzymał kajak u brzegu wielkiej rzeki Hudson i co dzień wypływali nim na polowanie – okolica obfitowała w kaczki, gęsi i foki. I ogromnie miło było spotkać się z „tubylcami".
Mieszkańcy wioski uznali, że Mitek jest bardzo prawdomównym człowiekiem. Sąsiedzi traktowali go z wyjątkowym szacunkiem do końca życia.

 

* * *

Jezus przyszedł z nieba na ziemię 2000 lat temu. Narodził się w Betlejem. Wychował w Nazarecie. A po trzydziestu latach zaczął głosić nową naukę z mocą. Mówił, że Bóg jest naszym kochającym Ojcem, Tatą. Nie surowym sędzią czy bezlitosnym policjantem. Że my jesteśmy jego ukochanymi dziećmi. Kimś o kim nieustannie pamięta i na kogo nieustannie spogląda z miłością i życzliwością. Jednak to nauczanie nie spodobało się uczonym w piśmie i faryzeuszom. Uznali go za kłamcę. Dzisiaj wielu ludzi dalej tak myśli o Jezusie.
Tak było ze św. Szczepanem, którego wizja nieba i obecnego w nim Jezusa wywołał sprzeciw, agresję i przemoc ze strony ziomków. Oddał życie dlatego, że głosił to, co widział. Dlatego, że głosił Tego, który mu się objawił – Jezusa Chrystusa.
Niestety co pewien czas na świecie pojawiają się fałszywi „prorocy", którzy głoszą to, co chcą usłyszeć inni ludzie: wygodne i gładkie dla ucha półprawdy. Takimi prorokami XXI wieku są lansowane przez media postacie ze świata biznesu, polityki czy rozrywki często związani z działalnością filantropijną, którzy jednak żyją bez Boga. Zakładają, że można dziś żyć normalnie i być szczęśliwym właśnie bez Boga. Po swojemu projektują własne życie w oderwaniu od prawdy, której fundamentem jest nasze pochodzenie od Boga i nasze obowiązki względem niego i drugiego człowieka. W oderwaniu od miłości, której fundamentem jest postawa służby względem drugiego człowieka i uszanowanie jego godności. W oderwaniu od rodziny, której fundamentem jest relacja miłości między mężczyzną, a kobietą. W oderwaniu od trwałych więzi międzyludzkich, których fundamentem jest wzajemny szacunek do siebie wypływający z uznania, że człowiek jest najwyższą wartością, a nie konkurentem, konsumentem czy wyłącznie pracownikiem, którego można wykorzystywać dla tzw. wyższych celów. W oderwaniu od wolności, której fundamentem jest wzrastanie człowieka na wzór Jezusa Chrystusa. W oderwaniu od czujności i dyscypliny, które są fundamentem tworzenia przestrzeni spotkania z Bogiem, drugim człowiekiem i sobą.

Często dajemy się złapać tym krzykliwym „prorokom" XXI wieku i zapominamy, że prawdziwego proroka można poznać po tym, że to, co głosi jest zgodne z Ewangelią. Drugą cechą autentycznego proroka jest to, że żyje w zgodzie z tym, co sam głosi. Jest temu wierny: jest wierny autentycznemu dobru i realizuje je w swoim życiu i jest gotów oddać za to życie. Trzecią cechą jest sprzeciw jaki budzi ich nauka. Św. Paweł w Liście do Tymoteusza naucza o fałszywych prorokach i nauczycielach: „Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań - ponieważ ich uszy świerzbią - będą sobie mnożyli nauczycieli" (2 Tm 4, 3).

Dzisiaj Kościół stawia nam za wzór postać św. Szczepana pierwszego męczennika. Był on jednym z siedmiu diakonów w Kościele jerozolimskim. Miał odciążyć uczniów Chrystusa i dać im więcej swobody i czasu na samo głoszenie Ewangelii. Św. Szczepan nie ograniczył się wyłącznie do posługi ubogim, ale także żarliwie głosił Słowo Boże. Wykazywał, że powołaniem narodu wybranego było przygotowanie świata na przyjście Zbawiciela. Kiedy zaczął wymawiać starszyźnie żydowskiej zatwardziałość i upór, został ukamienowany w 36 roku. Zaświadczył swoim życiem i śmiercią o prawdziwości posłannictwa Chrystusa i Jego nauki. Oddał życie za tego, któremu uwierzył. Uderzające jest podobieństwo między śmiercią Pana Jezusa i św. Szczepana: fałszywi świadkowie, śmierć poza miastem, oddanie się Jezusa Ojcu, a Szczepana - Jezusowi, przebaczanie prześladowcom.

Postać tego męczennika wprowadza zdrowy ferment w dzisiejsze przeżywanie Świąt Bożego Narodzenia. Nie pozostawia nas w błogim spokoju, ale przypomina, że tak mamy świętować, aby umacniać się do całkowitego pójścia za Chrystusem. Co to dla nas znaczy? Oznacza to na pierwszym miejscu niezgodę na własne postawy konformizmu, wygody czy świętego spokoju. Musimy od siebie wymagać jak mawiał prorok XX i XXI wieku – Jan Paweł II. Musimy od siebie wymagać nawet wtedy, gdy inni nie będą od nas wymagać. Zaczynajmy jednak od siebie. Nie wolno zgadzać nam się na zło w naszym sercu. Na bylejakość życia. Na życie oparte na konsumpcji, wygodzie, na życie w którym nie liczy się drugi człowiek.

Dalej nie wolno nam dawać przyzwolenia na nasze narodowe wady: bylejakość w pracy, obniżanie moralnych wymagań względem siebie. Jak często dziś rodzice pozwalają narzeczonym zamieszkać razem, a nieraz przygarniają ich pod swój dach. Czego w ten sposób ich uczą? Nie może być w nas ludziach wierzących powszechnego przyzwolenia na nadużywanie alkoholu. Jeśli wiesz, że twój gość przy stole ma problem z alkoholem nie wolno ci go proponować. Po prostu nie wolno!

Wymagajmy od siebie: w uczciwości wobec naszego państwa – poprzez troskę o dobro wspólne, przestrzeganie zasad wzajemnego współżycia, postawę uczciwego i odpowiedzialnego życia – także w kwestiach dotyczących płacenia podatków. Chodzi o uczciwość i odpowiedzialność w każdej sferze naszego życia: politycznej i prywatnej, zawodowej i społecznej, rodzinnej i osobistej. Jako uczniowie Chrystusa jesteśmy wszyscy wezwani do dawania świadectwa poprzez uczciwość i moralną odpowiedzialność nie tylko za własne dobro, czy swojej rodziny, ale też za dobro wspólne.
Pamiętamy, że obecny rok w Kościele to rok wiary. Ale pamiętajmy także, że jest to rok Piotra Skargi SJ. A to jest przypomnienie i wezwanie do dobrego czyli uczciwego i odpowiedzialnego życia. Nie redukujmy wiary do przestrzeni niedzielnej Mszy czy dwóch dni Świąt Bożego Narodzenia.

Poruszające dla mnie było świadectwo narzeczonych, którzy po zakończonym kursie przedmałżeńskim zdecydowali się zamieszkać osobno do dnia ślubu mimo utrudnień jakie niosła ze sobą ta decyzja. To, co mnie uderzyło, gdy mi o tym powiedzieli to był wyraz ich twarzy: radość i poczucie ulgi oraz swobody. Przez tę decyzję odzyskali jakąś utraconą cząstkę siebie. Gdy idziemy na ustępstwa wtedy dzieje się coś bardzo złego: przestajemy od siebie wymagać, a to zawsze budzi w nas przygnębienie, smutek i odbiera sens życia.

Prośmy w tej Eucharystii nawzajem za siebie o wzajemne wspieranie się w drodze do Boga, o odwagę realizowania Królestwa Niebieskiego już dziś choćby przez drobne gesty miłości. Choć małe to jednak mobilizują nas wzajemnie do tego, abyśmy od siebie wymagali i nie ustawali w czynieniu dobra nawet wtedy, gdy będzie to wzbudzać sprzeciw ze strony innych. Amen.

---
Opowiadanie autorstwa Merle Crowell pochodzi z książki: Brian Cavanaugh TOR, „Sto opowiadań o radości życia", s. 32.

Cytat

Gdy przestałem się modlić przestałem rozumieć Boga. Gdy przestałem odprawiać rachunek sumienia przestałem rozumieć siebie.

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Gościmy

Odwiedza nas 218 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem