Popytaj ludzi, dlaczego Chrystus przyszedł na świat, a otrzymasz wiele odpowiedzi, lecz rzadko tę prawdziwą. "Przyszedł, aby zaprowadzić pokój na świecie". "Przyszedł, aby nauczyć nas kochać". "Przyszedł, aby umrzeć, byśmy my mogli pójść do nieba". "Przyszedł zaprowadzić sprawiedliwość ekonomiczną". I tak dalej, i tak dalej. Przeważnie wszystko to częściowo jest prawdą. Lecz czy nie lepiej pozwolić, aby Chrystus sam się wypowiedział? ezus wychodzi na scenę. Odwołuje się do czterystuletniego proroctwa, aby nam powiedzieć, po co przyszedł. Cytuje Izajasza:

Duch Pana Boga nade mną,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, abym głosił dobrą nowinę ubogim,
bym opatrywał rany serc złamanych,
żebym zapowiadał wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę. (Iz 61,1)

Znaczenie tego cytatu przesłoniły lata pobożnej mowy i ceremonialnego owijania w bawełnę. O czym On mówi? To ma coś wspólnego z dobrą nowiną, z uzdrawianiem serc, z wyzwalaniem!
Przecież Chrystus mógł wybrać którykolwiek z tysięcy wersów, aby go zacytować do wyjaśnienia celu swojego życia. Jednak tego nie zrobił. Wybrał ze wszystkich właśnie ten fragment. To jest serce Jego misji. Pod tym sztandarem wszystko, co mówi i czyni, znajduje swoje miejsce. "Jestem tu po to, by zwrócić ci serce i cię wyzwolić". Dlatego właśnie chwałą Boga jest człowiek w pełni żywy. Jezus mówi, że właśnie po to przyszedł (John Eldredge, Pełnia Serca).
Przeczytaj jeszcze raz uważnie ten tekst. Zobacz, że Jezus przyszedł DO CIEBIE! DZIŚ chce opatrzyć ranę Twego złamanego serca! Lekarstwem jest RADOŚĆ.

Spotykam wielu poprawnych chrześcijan. Na moje pytanie: "Jak się masz?" zazwyczaj pada smętna odpowiedź: "Dobrze, nieźle". Tyle, że na twarzy maluje się smutek, czasem apatia, czasem zupełny brak emocji. Co się z nami stało? Gdzie jest radość, o której pisze Izajasz:

Ogromnie weselę się w Panu,
dusza moja raduje się w Bogu moim. (Iz 61, 10)

Zapytaj się szczerze: kiedy śmiałeś się ostatni raz? Kiedy odczuwałeś radość całym sobą? Może przytłoczyła Cię źle pojęta religijność albo duchowość? Może jesteś smutny bo przecież przykazania zakazują Ci wszelkiej przyjemności i dałeś się zwieść, że trzeba być człowiekiem umartwionym i smutnym, by twój Bóg mógł się cieszyć? Może uznałeś, że nie jesteś niczego wart - czyli, że Bóg się pomylił, gdy Cię stworzył. Stworzył kogoś wybrakowanego, rupiecia. Niby tak nie myślisz, a jednak chodzisz wciąż smutny bo przecież widzisz, że wokół tylu innych uzdolnionych, pięknych, wspaniałych ludzi, tylko Ty do niczego. Jeśli tak myślisz, to wsłuchaj się w pytania św. Pawła: Czyż wszyscy są apostołami? Czy wszyscy prorokują? Czy wszyscy są nauczycielami? Czy wszyscy mają dar czynienia cudów? Czy wszyscy posiadają łaskę uzdrawiania? Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?
Bóg nie dał Ci wszystkiego - dla Twego dobra! Dał Ci tyle ile trzeba. Dał Ci siebie w darze. Czy już przyjąłeś siebie jako dar? Dał Ci dary, talenty które inni podziwiają i cenią, a których być może Ty sam nie dostrzegasz. Trawa u sąsiada zawsze wygląda na bardziej zieloną niż w Twoim ogródku.
Zacznij dziękować i nie bądź smutny, bo smutek otwiera przystęp złemu duchowi do Twego serca. Czyni Cię podatnym na podszepty złego.

Porozmawiaj o swoim smutku i radości z Panem. Może o Twojej zazdrości. Może te słowa pomogą Ci wejść w szczery dialog z Bogiem:

... dałem cię tobie w podarunku takim, jaki jesteś, ze wszystkimi obietnicami i zagrożeniami twojego życia... z tym, czego możesz dokonać i do czego stałeś się niezdolny, z twoimi ograniczeniami, z twoim zmęczeniem, z twoimi załamaniami. Ale i z tym, o czym nieustannie marzysz... z tymi możliwościami, które w sobie czujesz, z tymi granicami, które się wokół ciebie zacieśniają. Wszystko to jest dla ciebie łaską, twoim podarowanym ci z mojej wiecznej miłości udziałem w akcie stwórczym; oznajmiłem ci swoją wolę przez ciebie samego, poprzez nadanie kształtu twojej egzystencji, poprzez to, że w tej chwili jesteś, poprzez twoje zmieniające się stany świadomości: radość i cierpienie, twoje sukcesy; niepowodzenia, zdrowie i chorobę, małe radości twojego dnia codziennego i twój martwy, wszystko odbarwiający przesyt. Żadne wydarzenie w twoim życiu nie jest obojętne czy neutralne. Twoja egzystencja taka, jaka jest, godna jest uwielbienia, ponieważ jest moją łaską, ponieważ jest skupieniem w tobie mojej przyjaźni. Zawierz własnemu życiu; przez przyjęcie swojego życia podaruj siebie - mnie (anonimowy tekst, który ktoś przyniósł mi w formie ksero)

Cytat

Gdzie Bóg nas posiał, tam mamy kwitnąć.
F. Pastorelli

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Gościmy

Odwiedza nas 924 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem