nspj

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.

Utrudzeni i obciążeni

W naszej codzienności doświadczamy różnych utrudzeń i obciążeń. To naturalna część życia: prac, obowiązków, przykrych zdarzeń jak utrata pracy, kryzysów związanych z naszym zdrowiem – nieoczekiwana choroba fizyczna, starość czy trudności w sferze psychicznej jak choćby depresja, która zatacza coraz większe kręgi. Jesteśmy tu dziś bo czujemy się tak, jak określa to Jezus: utrudzeni i obciążeni.
Obciążeni troskami dnia codziennego, pragnieniem sprostania wymaganiom, zapewnienia potrzebnych środków do codziennego życia dla naszych bliskich i dla siebie.
Obciążeni samotnością i wyobcowaniem w świecie, który coraz bardziej skupia się na przyjemnościach, konsumpcji, karierze i odnoszeniu sukcesów.

Ludzkie sposoby

Naturalnym odruchem poradzenia sobie z naszym utrudzeniem są wszelkie próby zmierzające do uczynienia naszego życia gładkim. Mamy nadzieję, że nasze życie polepszy się znacząco jeśli tylko znajdziemy dobrze płatną i wygodną pracę, gdy tylko uda nam się zmniejszyć ilość naszych codziennych obowiązków i niedogodności, które niesie każdy dzień, gdy tylko uda nam się znaleźć dobrego lekarza specjalistę, który właściwie się nami zajmie, gdy tylko znajdziemy właściwy lek na naszą chorobę, gdy tylko uda nam się polepszyć w jakikolwiek sposób nasze codzienne samopoczucie. Mamy nadzieję, że będzie dobrze, gdy... będziemy kontrolować nasze życie. Gdy będziemy mogli wziąć z niego to, czego nam potrzeba.

A jednak, gdy nawet nam się to udaje, to okazuje się, że naszym serca płaczą z niepokoju i lęku. Dlaczego?

Największe utrudzenie

Jest jeszcze inne utrudzenie. To, które najbardziej obciąża nasze serca. To utrudzenie wynikające z gubienia więzi z Bogiem-Ojcem. Tak jak Adam i Ewa, zamiast zaufania do Boga ulegamy pokusie sięgania i zagarniania. Wydaje nam się, że na trudy codziennego życia najlepszym rozwiązaniem jest sięgnięcie po to, czego nam potrzeba. Wzięcie sobie. Nasze serca są spragnione bezinteresownej miłości Boga, drugiego człowieka i tejże miłości dla siebie samych. I widzimy, że łatwiej jest nam zapracowywać na miłość Boga, drugiego człowieka czy dobre myślenie o sobie samych poprzez zdobywanie czy zasługiwanie na miłość: dobrą opinią, osiągnięciami, moralną doskonałością. Zapominamy, że w miłości nie ma gestu wyciągania dłoni i brania sobie tego, czego nam brak. Przeciwnie, miłość jest tam, gdzie są przynajmniej dwie osoby. Gestem miłości są nasze puste, ale wyciągnięte z ufnością dłonie w stronę Boga. Dłonie dziecka wyciągnięte w stronę kochającego Ojca, który wie, czego nam potrzeba. Najtrudniej przychodzi nam z ufnością przyjąć to, co Bóg chce nam ofiarować. Uderzają mnie ostatnio słowa kanonu z Taize: „Daj mi moc, przyjąć dziś miłość Twą". Naszym powołaniem jest przyjmowanie bezinteresownej, odwiecznej i nieodwołalnej miłość Boga do nas. Nie możemy jej sobie tak po prostu wziąć. Bo ona jest darem.

Boży Plan Miłości

Bóg wie, że mamy z tym trudności. Dlatego posyła do nas swego Syna, który uczy nas prostoty serca: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom". Miłość Bożą mogą przyjąć tylko prostaczkowie czyli ludzie prostego serca. To znaczy zgadzający się na zwykłe, proste życie. Na niedoskonały świat, w którym żyjemy, na niedoskonałe wspólnoty rodzinne, zakonne, kościelne. Na własną niedoskonałość. Być człowiekiem prostego serca, to ze spokojem zaakceptować bycie grzesznikiem, ale nie zgadzać się na grzech podejmując z nim duchową walkę.
Jezus mówi dziś do Ciebie i do mnie: „uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych". Czego dziś Jezu chcesz mnie nauczyć? Chcę Cię uczyć miłości do Boga, do drugiego człowieka i do siebie samego.
Takiej zwykłej, prostej miłości, która zaczyna się od wycierania pupy swojemu małemu dziecku, od ugotowania obiadu, od zadbania o porządek w domu, od kwiatów wręczonych w rocznicę ślubu, od życzeń złożonych z okazji imienin czy urodzin, od zwykłego wysłuchania współmałżonka, utrudzonego kolegi w pracy, od zrozumienia i miłosierdzia dla drugiego, przyjęcia go takim jakim jest.
Pozwólmy, aby taka prosta, zwykła miłość ukazała nam ile radości jest w byciu dla drugiego człowieka. Ta zwykła miłość niesie nam upragniony pokój serca. Uczmy się w pokorze kochać siebie nawzajem tą miłością. Bóg w Ciebie wierzy, że taką miłością możesz kochać i czuć się szczęśliwy w byciu dla innych. Amen

Cytat

Gdy przestałem się modlić przestałem rozumieć Boga. Gdy przestałem odprawiać rachunek sumienia przestałem rozumieć siebie.

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Gościmy

Odwiedza nas 25 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem