Ewangelia na dziś

Ewangelia na dziś to:

Dostępne rozważania do dzisiejszej Ewangelii:

Są książki, które na długo pozostają w pamięci i sercu. Są jak dobre drogowskazy. Jak dobrze jest spotkać dobrego człowieka, dzielną kobietę. Wojowniczkę, która nie bała się zmierzyć z samą sobą, z ludźmi, z niesprzyjającymi okolicznościami. To kolejna postać, która pokazuje jak wiele zależy od nas. Znacznie więcej niż nam się wydaje. Zły duch zawsze będzie próbował nas przekonać: nic nie możesz, nic nie znaczysz, jesteś tylko małym pionkiem w wielkiej machinie. Zaczynamy czas Wielkiego Tygodnia. Zastanawiam się nad tym, że gdyby Jezus tak myślał, to na pewno by nas nie zbawił. On już nas zbawił, ale jeszcze nas potrzebuje do naszego osobistego zbawienia. Potrzebuje, abyśmy tak, jak On stanęli do walki ze złem tam, gdzie jesteśmy: w naszych rodzinach, wspólnotach, w kraju, czy poza jego granicami. Ale tę walkę trzeba nam rozpocząć od nas samych. Najpierw zmiana, nawrócenie musi się dokonać w nas samych. Nie trzeba nam trąbić słowami, że Jezus kocha naszych bliźnich. Wystarczą czyny. Jednoznaczne i przekonywujące. Kropla wody nie musi nikogo przekonywać o tym, że jest mokra, przezroczysta, piękna, że jest wodą. Ona świadczy o tym całą sobą. Każdy z nas może być, a może już jest taką maleńką kropelką Bożej miłości w świecie tak bardzo jej spragnionym.

 

* * *

 

Nasze zgromadzenie stanęło przed trudnym problemem. Miałyśmy za mało młodych sióstr, by zapewnić sobie następczynie. W 1971 roku władze zakonu postanowiły przekazać nasz wspaniały college pewnemu egipskiemu zgromadzeniu. Każda z sióstr miała przedstawić przełożo­nej prowincjalnej zajęcie, które chciałaby podjąć, jeśli nie woli przejść na emeryturę. Miałam sześćdziesiąt dwa lata i byłam w znakomitej for­mie — emerytura nie wchodziła w grę!

 

W młodości, zafascynowana historią ojca Damiana, marzyłam o pracy wśród trędowatych. Jakieś pięćdziesiąt metrów od Kairu znajdowało się duże leprozorium. Nuncjusz apostolski biskup Bruno Heim był tak dobry, że pożyczył mi swój samochód. Trwała jednak wojna z Izra­elem, a ja, cudzoziemka, podróżowałam bez przepustki. Zatrzymano mnie i o mało nie wtrącono do więzienia!

 

Wtedy biskup Bruno Heim zaproponował mi opiekę nad dzielnicą śmieciarzy, o których los był bardzo zatroskany. Wybrał się tam ze mną osobiście. Część drogi odbyliśmy samochodem, część pieszo, ponieważ nie dało się przejechać. Na widok tego, co tam zobaczyłam, moje ciało i duszę zaczął trawić ogień, który miał nigdy nie zgasnąć. Wyobraźcie sobie uliczkę tak zawaloną śmieciami, że nie ma gdzie postawić nogi, mieszkania w starych podziurawionych kontenerach, czarne świnie, dzikie psy, wielkie i tłuste szczury, roje much i w samym środku tego śmietniska stado dzieci — brudnych, ubranych w szmaty, z wilgotnymi od potu twarzami i muchami siadającymi wokół oczu. Jedno z nich schyliło się po na wpół zgniłego pomidora i wpakowało go sobie do buzi.

 

Zawołałam przerażona:

— Le, le, mouch momkene! Nie, nie tak nie wolno!

Jego matka, która była w pobliżu, wzruszyła ramionami:

— Maaleche, nie szkodzi: jest przyzwyczajony.

Przyzwyczajony do jedzenia na wpół zgniłych pomidorów! A ja, do czego byłam przyzwyczajona? Brak wody, brak prądu, brak szkoły, brak kościoła, brak przychodni... dzieci i odpady, odpady i dzieci!

 

Wstrząsnęło mną. Miałam wrażenie, jakbym słyszała czyjś głos: „I co, chcesz, chcesz tutaj zamieszkać? Chciałabyś użyczyć mi twoich oczu tak często obojętnych na ludzką biedę, abym ja, Jezus, patrzył przez nie z miłością? Chciałabyś użyczyć mi twoich warg, zbyt często zaciśnię­tych i zimnych, żebym mógł przez nie z miłością mówić do tych ludzi? Chciałabyś użyczyć mi twoich stóp, dłoni, ciała, inteligencji, woli, całej siebie, żebyśmy razem mogli ich uratować? Chciałabyś?”.

 

To było przerażające. Życie w samym środku śmietniska, w odorze zgnilizny. Czy starczy mi na to sił, dzień po dniu, godzina po godzinie? „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia. Tak, Jezu, yalla, naprzód, idziemy razem!”. Kropka, klamka zapadła. Na życie i na śmierć!

 

Opowiedziałam o tym moim egipskim przyjaciołom. Byli prze­straszeni:

— Siostro Emmanuelle, ta dzielnica jest kryjówką bandytów. Pełno tam złodziei, podpalaczy i handlarzy haszyszem, a nawet morderców. Policja nigdy tam nie zagląda, bo się boi! To prawda, przez dwadzieścia lat, odkąd tu mieszkam, nie widzia­łam policji.

— Zabiją cię, siostro Emmanuelle, zabiją cię, samą wśród tego wszystkiego!

Zabiją mnie. Nad tym trzeba było się zastanowić. No cóż, byłoby to niezwykłe doświadczenie, jeszcze bardziej niesamowite niż poprzednie. Chrystus, który prosił mnie o złożenie daru z całej mojej istoty, w za­mian napełniał mnie swoim życiem. To, co byłoby niemożliwe, gdybym była zdana wyłącznie na siebie, stało się wykonalne. Poczułam, że jestem kochana miłością, która jest silniejsza niż śmierć, której tchnienie jest zdolne przetrwać mimo rozkładu mojego ciała.

 

Teraz należało jeszcze uzyskać pozwolenie przełożonej prowincjalnej. Od czasu sceny w ogrodzie kompletnie się nie rozumiałyśmy. Po­słuchała, pomyślała i spojrzała na mnie:

— Naprawdę jest siostra zdecydowana?

— Naprawdę.

— Ta sprawa jest jeszcze bardziej szalona niż poprzednia, nie mogę siostry poprzeć, lecz nie będę przeszkadzać.

— Dziękuję, matko. Nie proszę o więcej.

— Uprzedzam, że nie będę w żaden sposób wspierać tego zwariowanego pomysłu. Niech siostra sobie radzi sama!

— Biskup jest po mojej stronie. Potrzebuję minimum, tak jak śmieciarze.

 

Biskup Jean Capistran chciał mi dać co najmniej dziesięć funtów miesięcznie, około pięciu dolarów. To za dużo, wystarczyłoby pięć. Udało się. Miałam wreszcie żyć jako uboga wśród ubogich.

 

Zanim powiem, że dzięki tej wielkiej przygodzie przez wiele lat byłam marginalizowana w moim zgromadzeniu, muszę przyznać, że przedsięwzięcie, w które się angażowałam, rzeczywiście wydawało się całkowicie bez sensu. Zamierzałam zamieszkać w dzielnicy, do której nie zapuszczał się nikt z zewnątrz: ani mężczyźni, ani policja, ani przede wszystkim kobiety. Nie mogę mieć pretensji do przełożonej prowincjalnej, że nie chciała mi pomóc. Kiedy po długim okresie oczekiwania dzieło zaczynało przynosić owoce, zaczęła się mną interesować. Po pię­ciu latach milczenia delikatność i serdeczność, z jaką mnie traktowała, przerosły wszelkie moje oczekiwania. Pan, który sprawił, że biskup ot­worzył przede mną tę drogę, towarzyszył mi na każdym kroku. Z tym nie było problemu!

---

Fragment pochodzi z książki Siostra Emmanuelle, Wyznania zakonnicy, Wydawnictwo ZNAK

Czytania na dziś

Cytat

Jedyna przegrana w życiu to zniechęcenie!
B. Mokrzycki SJ

Artykuł na email

emailChcesz otrzymywać powiadomienie o każdym nowym artykule? Wystarczy, że założysz konto!

Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?

Gościmy

Odwiedza nas 194 gości oraz 0 użytkowników.

UWAGA! Serwis używa cookies.

Brak zmian ustawień przeglądarki oznacza zgodę.

Zrozumiałem